O mnie:

Jestem mamą dwójki wspaniałych dzieci.Do niedawna byłam samotną mamą z milionem problemów i endometriozą.W końcu na mojej drodze stanęła miłość mojego życia.Układamy nasze życie na nowo z niepłodnością w roli głównej....Moje życie pełne jest ironii i iracjonalnych sytuacji.Nie poddaję się i staram się walczyć,uporać z życiem i zmorą niepłodności.
Po wygranej walce w procedurze In Vitro na nowo cieszę się urokami macierzyństwa.Nie zawsze jest łatwo,ale dla każdego uśmiechu moich dzieci warto jest ponieść największy trud

Październik 2013
P W Ś C P S N
    lis »
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 178808
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 300

Miesięczne Archiwa: Październik 2013

Po Punkcji

Już po wszystkim.Jesteśmy szczęśliwi i zadowolieni.Z samego rana wyjechaliśmy do kliniki aby tylko zdążyć na zabieg.Na miejscu dosłownie szybkie buzi i odrazu zaprowadzono mnie i jeszcze jedną panią do pokoju gdzie miałyśmy się przygotować,wchodząc zauważyłam,że już jdna pani wróciła z zabiegu i była całkiem w porządku na pierwszy rzut oka.Jdnak nerwy udzieliły się i z wrażenia na wywiadzie anastezjologicznym zaznaczyłam same błędne odpowiedzi.Zmierzono mi ciśnienia i wyjaśniono wszystko co będzie się działo.Byłam 3 w kolejce,wchodząc na sale operacyjną byłam dziwnie spokojna.Bardzo miły pan anastezjolog dlikatnie założył mi wenfron i podał zastrzyk,pamiętam tylko że pogłaskał mnie po policzku i,że sufit wirował.Obudziłam się już na sali pooperacyjnej,podobno nie było mnie niecałe 15minut a ja sama byłam zdziwiona,że tak wszystko szybko poszło i NIC mnie nie bolało.Niesamowite.Zaczełam się śmiać z samej siebie,nie potrzebne były żadne nerwy.Zabieg jest tak krótki i naprawdę super się po nim czuję,odrazu wróciła trzeżwość umysłu :) Udało się pobrać 10 komórk,niestety ogranicza nas rządowy program i tylko 6 komórek zostanie zapłodnionych i nistety tylko jeden zarodek zostanie przeniesiony ale to i tak spełnienie marzenia :) (OBY SIĘ UDAŁO) Na rozmowie z panią embriolog dowiedzieliśmy się wszystkiego,u nas z racji dobrych warunków zdrowia zostanie użyta klasyczna,najbardziej naturalna metoda ivf,wszystko jedno byl przyniosła oczkiwany efekt :) Zapisano mi luteine 200mg  (150zł) i czekamy teraz z niecierpliwością do soboty na telefon z kliniki z informacją o zarodkach i transferze.Mąż powtarza mi,że mam się nic nie przejmować bo napewno zadzwonią i to z dobrymi wiadomościami,więc myslami jesteśmy już przy poniedziałkowymy transferze :) Mija już 9 godzin od zazbigu a ja supr się czuję,ogromny apetyt mi dziś dopisuje,jedyne co czuje to bardzo dlikatne kłucie w jajniku.Dostałam L4 więc do niedzieli spokój(póżniej zobaczymy co dalej,bo od transferu chcę iść na L4) Lekarz zabronił mi się przesilać się i forsować,odpoczywać przez weekend.Cieszę się z całego serca,że wszystko tak ładnie i gładko układa się,może Ten Niebieski faktycznie nad nami czówa :) Muszę też bardzo podziękować mężusiowi za to,że potrafił ze mną przejśc tą trudną drogą,nie jednokrotnie płacząc razem ze mną,wspierając mnie swoim stoickim spokojem a kiedy trzeba nawet i okrzyczeć.Co ten biedny facet przy mnie przejdzie to aż się dziwię,że jszcze nie osiwiał ;) ach ta miłość….

Jutrzejsza punkcja

Nie potrafię usiedzieć w jednym miejscu,ciągle jestem spięta i podenerowana.Myślę tylko o jutrzejszej punkcji,martwię się,że coś może pojść nie tak :( Boję się narkozy i bólu po zabiegu…Tak bardzo chciałam bym aby udalo się pobrać kilka napradę dobrych jajeczek,które bez problmu zapłodnią się i dadzą początek naszmu szczęściu.Jutro z samgo rana czeka nas pobudka (4.50) i 1,5h drogi do kliniki.Mam nadzieję,że mój mężuś uzbroi się w cierpliwość na jutrzejszy dzień bo jestem tego świadomo,że moje nerwy wszystkim się udzielają :( Tego nie da się opisać ile nerwów,obaw i strachu kłębi się we mnie.O Boże aby wszystko poszło gładko,proszę….Boję się…

Menopur = Masakra

Cała stymulacja nawet spokojnie przeszła,generalnie nic strasznego mi się nie działo.Spokojnie mogę wszystkim zaświadczyć,że Bravelle jest „bezpieczne” jedyne co mi dokuczało podczas stosowanie go to kłucie w jajniku ktróy codziennie rósł,zmęczenie oraz pragnienie (dziennie potrafiłam wypić ponad 3litry wody) Niestety mojemu organizmowi bardzo nie spodobał się Menopur,wieczorem nagle zaczeły boleć mnie wszystkie mięśnie i stawy.Ból był tak wielki,że nie wiedziałam co ze sobą zrobić a nie chciałam zażywać dodatkowego lekarstwa.Na szczęście po ponad 3 godzinach grzania się w dresie pod kołdrą ból ustąpił,dziś niestety nadal bolą mnie wszystkie stawy ale już nie tak mocno jak wczoraj.Możliwe też,że mój organizm jest już zmęczony tym wszystkimi lekami i ma już dość,psychicznie czuje zmęczenia ale nie mogę się poddawać bo to dopiero połowa drogi,najważniejsze i najtrudniejsze przed nami.Uzbrojeni w wiarę i nadzieję będziemy walczyć ze zmorą która nad nami wisi.Może jestem głupia albo już tak bardzo przejęta całą sytuacją ale ciągle mam ochotę podejść do mojej „ukochanej” teściowej z dzieciątkiem na rękach i zapytać się jej „ciekawe co teraz powiesz?Teraz wreszcie będę mogła być odpowiednią żoną dla Twojego syna?” ciągle,gdzieś tam w głębi mnie plącze się to zdanie …”po co być razem skoro nie można mieć dzieci”… Mam nadzieje,że naszym szczęściem utrę nosa tej starej małpie :P

…Wczoraj uzgodniliśmy,że jeżeli nasz lekarz zgodzi się to bardzo pragniemy aby przy embriotransferze podano mi 2 zarodki,marzymy o bliżniakach :) (Podświadomie czuję,że wszystko musi się udać i jakaś dziwnie spokojna jestem)

Koniec stymulacji

Jestem cała szczęśliwa :) Kolejna udana wizyta :) Dziś zapadła decyzja o zakończeniu stymulacji.Bravelle zakończone za to dostałam dziś Menopur 225j. i nowy rozpis działania na ten tydzień.Jutro o godzinie 19:30 mam wykonać zastrzyk Ovitrlle który zakończy stymulacje i w wywoła owulacje a w czwartek z samego rano bo o 7:30 musimy wstawić się do kliniki na punkcje.Póki co nie boj się i jakoś do mnie to wszystko nie dociera to wszystko,na razie żyje i cieszę się,że mój jajniczek świetnie odpowiadał na stymulacje i potrafił wyprodukować aż 15 pęchrzyków z jeczkami!Wynik niesamowity jak na mój stan,nawet mój lekarz bardzo się cieszył i nie mógł uwierzyć,żę aż tyle tego jest.Przy jednym jajniku!Wszystkie wyniki są bardzo dobre więc spokojnie możemy przystąpić do punkcji.Pielęgniarka udzieliła mi szczegółowej informacji jak się przygotować do zabiegu,martwię się tylko tym co zrobię z moim synkiem na ten czas bo będziemy musieli wyjechać z domu tuż po 5 rano aby zdążyć na 7:30 :( Teściowe zastawiła swój największy radar i podsłuchuje co tylko się da ale nie dajmy jej szansy aby dowiedziałą się czegoś konkretngo,pewnie weżmie na „spytki” moją szwagierkę.Mimo wszystko ciszę się i nie mogę uwierzyć,że tak daleko zaszliśmy,tak bardzo zżyliśmy się przez tą całą naszą sprawę,nie mieści mi się w głowie ten wynik -15- nawet nie sądziłam że tyle będzie.Jednak zobaczymy ile uda się pobrać na punkcji bo podobno rządowy program in vitro ma niestety ograniczenie co do ilości pobieranych pęcherzyków i ilości zapładnianych jajeczek ale to nie ma większego znaczenia,ważne aby udało się zapłodnić choć 2 jajeczka i przenieść 2 embriony.Rozmawialiśmy dzisiaj na temat samgo transferu i uzgodniliśmy,że mój mężuś będzie razem ze mną przy transferze,o Panie Boże aby tylko to wszystko udało się,proszę!Mam w sobie tyle nadziei i wiary…poza tym…jeśli wszystko pójdzie dobrze i zgodni z planem to transfer nastąpi ok.4.11 więc ok 12.11 będę mogła wykonać test ciążowy i oby był pozytywny bo to dzień urodzin mojego mężczyzny a tym samym zrobiłam bym mu najpiękniejszy prezent w życiu spełniając Jego marzenie…

Usg :)

Właśnie wróciliśmy z kliniki z uśmiechem na ustach i radością w serduszkach.Niestety mój lekarz znowu był na szkoleniu ale przyjął mnie równie miły i uprzejmy doktor,wykonał mi badanie kontrolne hormonów i usg.Mój kochany jajniczk  działa i udało mu się wyprodukować 4-5 pęcherzyków które „dobrze rokują” bo na 8 dc. mają 10-11mm :) a poza tym jest 11 mniejszych pęchrzyków.Nie mogłam uwierzyć w taki wynik!I to przy jednym jajniku!Teraz bardzo mocno trzymamy wszyscy kciuki za kolejne dni stymulacji aby ładnie pęcherzyki rosły i były pełne.Moje obawy o zamknięcie kliniki z okazji „Wszystkich Św.” rozwiały się w momencie bo klinika będzie normalnie funkcjonować przez te dni a mój zabieg najprawdopodobniej odbędzie się albo w przyszłą środę bądz piątek ale najpierw poniedziałkowe usg,które pokaże co dalej.Bravelle mam zażywać do poniedziałku (dokupiłam dziś 3ampułki tj.225j i zapłaciłm 276zł) a póżniej możliwa jest jedniodniowa  przerwa.Pożyjemy zobaczymy,póki co jestem szczęśliwa,że pęchrzyki rosną-oby tak dalej :)

Reprymenda

Jestem straszną panikarą…Aż  wstyd się przyznać…Nie wiem co mi odbiło i zaczełam szperać po internecie,poznajdywałam najprzeróżniejsze informacje nt.in vitro a dokładnie Decapeptylu,który nie dawał mi spokoju.Zaczełam czytać aż przeraziłam się na amen,wbiłam sobie do głowy,że to krwawienie to nie okres tylko plamienie  ja nie potrzebnie zażywam te wszystkie leki.Wpadłam w panikę która skończyła się wojną z mężem i płaczem do poduszki.Rano nie byłam pewna czy dobrze robię zgadzając się na zastrzyk,który teraz stał się bolesny :( czyję jak okropnie piecze,szczypie i ściska rękę :( Z samgo rana dzoniłam do kliniki gdzi natyczmiast skierowano mnie do mojego lekarza.Podczas rozmowy tak się podenerwowałam,że aż popłakałam się.Na szczęście mój lekarz ma niesamowitą cierpliwość i ogromny spokój ducha wiec w najspokojnieszy sposób na świecie po kazał mi się uspokoić a póżniej wszystko wytłumaczył,że właśnie tak ma być,że wszystko tak sie dzieje jak się spodziwał i żebym nie denerował się bo to tylko pogarsza sytuacje.Kiedy już uspokoiłam się i opowidziałam skąd wzieły się moje intrnetowe lęki poprosił abym mu obiecała,że jak wrócę do domu oddam laptopa mężowi i od dziś nie będę przeglądać żadnych medycznych stron tylko zajmę się jakimiś kobiecymi sprawami.O Boże jak mi ulżyło,zanim zaczełam chasać w sieci wiedziałam,że żle robię czytając te różnę fora.Czasami jest tak  że jedna mała głupia myśl wykiełkuję wewnątrz  nas i urośnie do wielkich rozmiarów siejąc spustoszenie  logice.Boże jaka ja głupia (i wystraszona) jestem,ale tego co się przeżywa w tym programie nie da się zrozumieć,tyle uczuć-tak skrajnych…Muszę przeprosić mężusia bo miał rację a ja go nie posłuchałam…

Bravelle

Nastał 3 dzień cyklu i tym samym rozpoczynam zastrzyki Bravelle,codziennie przez 8 dni zaraz po 6 rano mój kochany mąż będzie mi je wykonywał.Pomimo iż mężuś był w wojsku sanitariuszem i zajmował się szczepieniami miał dziś mały problem bo z wrażnia i przjęcia 2 ampułki pękły mu w rękach i pokalaczył się,stwierdził,że solidaryzuje się ze mną abym sama nie cierpiała-mój wariat kochany.Mija juz 3,5 godz od zastrzyku a mnie zaczyna pobolewać dół brzucha i czuję takie dziwne „ciągnięcie” w jajniku.Boże aby wszystko poszło dobrze,mam ogromną nadzieję,że komórki będą ślicznie i szybko rosnąć bo nie ma czasu i muszą być gotowe na 30-31.10 (klinika z racji święta będzie zamknięta aż3 dni 1.11-3.11) Tyle przeciwności losu z każdej strony ale podobno groda do szczęścia usiana jest samymi kłodami a nie różami.

Okres (chyba)

Stało się dostałam okres,najprawdopodobniej,bo na samym początku myślałam że to plamienie,jednak trwa cały dzień.Choć boję się czy faktycznie jest to okres bo jest totalnie inny niż „normalny”.Nie moge się skontaktować z moim lekarzm bo jest na szkoleniu :( Niestety stało się to w najgorszym terminie jaki mogł się przydazyć,niedługo 1Listopada-Świeto Wszystkich Św.i tym samym nasza klinika będzie zamknięta aż przez 3 dni.Teraz będzie wyścig z czasm aby pcherzyki urosły jak należy przed tym świętem,nie mogą być ani za małe ani za duże(18-22mm) i muszą koniecznie zdążyć dorosnąć do 30-31.10  wtedy niby będzie transfer.Znowu się denerwuję i przejmuję,znowu dzieją się dziwne rzeczy i  nidługo to wszystko urośnie do obłędu.Tyle czynników które mają wpływ na wszystko,ech…Dzwoniłam dziś do kliniki i termin kontrolnego usg wstpnie ustalony jest na 25.10 godz.16:15  kolejne na poniedziałek 28.10 Mam nadzieję,że jutro skontaktuję się z moim lekarzem bo przejmmuję się bardzo :/

Kłucie

Zmiany :) ale na lepsze :) po zastrzyku czuję jak coś co chwile kłuje mnie w jajniku.Nareszcie czuję,że działa i mam ogromną nadzieję,że wszystko będzie dobrze.Zaczynają mnie nachodzić skrajne nastroje,robię się przygnębiona ale powtarzam sobie,ż nie mogę się tak łatwo łamać tym bardziej,że teraz żaden stres nie jest mi potrzebny.Motywuję się ile się da,przyjaciółka podesłała mi super książkę o sztuce pozytywnego myślenia którą studiuję namiętnie-mam nadziej,że pomoże w osiągnięciu sukcesu a każde ukłucie w jajniku uświadamia mi,że wszystko zaczyna iść prawidłowym torem i MUSI być prawidłowo!

Pierwszy Zastrzyk

Już po,po pierwszym zastrzyku z Decapeptyl’u Depot ale to co przeszliśmy wykonując go,to istn pomylenie pojęć.Mielismy specialne szkolenie w naszej klinice dotyczące zastrzyków a już zwłaszcza Decapptylu,który jak się okazuje jest dosyć kłopotliwy.Mąż który był w wojsku sanitariuszm stwierdził,że dla pewności lepiej niech wykona ten zastrzyk ktoś,kto na okrągło si tym zajmuje.Pojechliśmy do rejonowej przychodni zdrowia gdzie przyjęto nas z „łaską” Pielęgniarka która miała wykonać mi zastrzyk stwierdziła że nie jest w stanie mi go zrobić bo nie wie jak połączyć ze sobą 2 strzykawki.Szczęka mi opadła,musieliśmy poprosić mojego męża.Pielęgniarka tylko stała i przyglądała się wszystkimu.W kulminacyjnym momencie o mało ni dostałam zawału kiedy wkłuła się i usłyszałam,że nic nie „leci” mało tego igła się złamała!mieliśmy zapasową al nie odpowiadał pielęgniarce,czas leci a ona nie ma jak mi wykonać zastrzyku na który jest jedynie 3minuty!Istna paranoja żeby w gabinecie zabiegowym i pobrniowym nie było igieł…już się bałam,że będzie po wszystkim,że nie zdążymy.Na szczście mój kochany wykazał się zimną krwią,odebrał strzykawkę,zmienił igłe na tę,która wg.pielęgniarki była za krótka i sam wykonał mi nieszczęsny zastrzyk.Udało się.Nie mam słów na tą sytuację,tyl nerwów w jednym momencie i strachu.W tym jednym momencie uświadomiłam sobie jak bardzo zależy mi tym,aby udało się.Zrobię wszystko co w mojej mocy aby wszystko się udało i zakończyło sukcesem.Teraz z lekkim niepokojem czakamy na 1 dzień okresu,oby nie pojawił się zbyt wcześnie.Jutro choć na chwilę oderwę się myślami od tego wszystkiego i razem z moim synkiem będziemy świętować pasowanie na ucznia :)

[url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/p19ucsqvkm7ukks7.png[/img][/url]