O mnie:

Jestem mamą dwójki wspaniałych dzieci.Do niedawna byłam samotną mamą z milionem problemów i endometriozą.W końcu na mojej drodze stanęła miłość mojego życia.Układamy nasze życie na nowo z niepłodnością w roli głównej....Moje życie pełne jest ironii i iracjonalnych sytuacji.Nie poddaję się i staram się walczyć,uporać z życiem i zmorą niepłodności.
Po wygranej walce w procedurze In Vitro na nowo cieszę się urokami macierzyństwa.Nie zawsze jest łatwo,ale dla każdego uśmiechu moich dzieci warto jest ponieść największy trud

Maj 2014
P W Ś C P S N
« kwi   cze »
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 176543
  • Dzisiaj wizyt: 62
  • Wszystkich komentarzy: 300

Miesięczne Archiwa: Maj 2014

Tyle za nami,tyle przed nami…

Znowu nie wyrabiam się z czasem.Wczoraj skończyłam 32 tydzień i 8 miesiąc ciąży,uwierzyć nie mogę,że tak daleko już jestem.Jestem też pełna obaw,boje się zbliżającego porodu.Jak co 3 tygodne miałam wczoraj kolejną wizytę kontrolną,los sprawił mi nespodziankę i mąż pojechał razem ze mną.Tradycyjnie lekarz zrobił mi usg i tradycyjne maluszek chowa się.Leży sobie na boczku i nie ma zamiaru choć na chwilę odwrócić się aby ujawnić swoją płeć.Jednak moje 2 dziecko odziedziczyło poczucie humoru męża i postanowiło spłatać psikusa.Odwróciło się maleństwo i jest aktualnie ułożone…poprzecznie.Aż pałam radością na samą myśl i wizję cesarskiego cięcia bo jeśli maluch już tak zostanie to niestety pozostaję cięcie.Jednak nie denerwuje się nie potrzebnie,dziecko może się jeszcze obrócić a i dostałam specialne ćwicznia aby pomóc maluszkowi fiknąć w dół.Mężuś był ucieszony jak trzylatek na widok czkolady kiedy podglądał naszego maluszka na usg.Waga 1,8kg długość 47cm :))) Kawał dzidzi :))
Wyżaliłam się doktorowi o trapiących mnie skurczach,dokładnie wysłuchał co się dzieje i zbadał mnie.Na szczęście wszystko od środka w porządku,szyjka twarda,zwarta.Jednak mam dużo leżeć i odpoczywać aby skurcze nie spowodowały jej rozwierania.Niestety istnieje możlwość,że urodzę w okolicach 38tc.Muszę wytrzymać jeszcze przynajmniej 6 tygodni aby maleństwo było donoszone.Muszę też przyznać,że ciężko mi bardzo.Przytyłam już 19 kg,które bardzo utrudniają mi poruszanie,rwa kulszowa nadal się odzywa,nisko osadzony maluszek naciska na pachwiny.Poruszam się jak pingwin z Madagaskaru jak mówi mój synek.Puchnę jak balon i zasypiam na każdym kroku.Jednak dam rady,wytrzymam.Za to,cieszę się bo grzybica pokonana,jednak coś sie lakarzowi nie podobało i na wszelki wypadek zapisał mi Mycostat,zażywać tylko 3 dni.
A ja robię jak szalona zakupy dla maleństwa,co chwilę przyjeżdza jakiś kurier z paczuszką a cieszę się dziecko.Mąż się śmieję,że albo zablokuje mi allegro albo konto.Jednak widzę wielką radość w Jego oczach,po cichutku siedzi i przegląda nasze akcesoria maluszkowe.Delikatnie układa ubranka,pościel itp.A mnie aż rozpiera w serduszku i płakać mi się chce ze szczęścia.Na dokładkę,mąż co drugi dzień pyta czy już może rozłożyć łóżeczko.Kochany facet.
A właśnie,nie możemy dojść do porozumienia z imieniem dla córeczki (dla synka już mamy) dlatego jeśli znajdze się ktoś chętny z ciekawym pomysłem to bardzo proszę pisać propozycje :)))

Na granicy 7/8 miesiąca

Przepraszam Wszystkich bardzo za dłuższą  nieobecność ale już szybciutko melduję co u mnie.
A niestety nie za różowo.Wraz z rozpoczęciem 30 tc. zaczeły mnie męczyć skurcze,niby nic nadzwyczjnego jak na ten tydzień a jednak coś mi nie dawało spokoju.Nie pasowały one do opisów skurczów Braxtona-Hicksa.Przez kilka dni bardzo żle się czułam,słaba,obolała bałam się ruszać aby skurcze znowu się nie zaczeły.I tak przez kilka dni.Mój lekarz kazał mi natychmiast jechać do szpitala jeśli zauważyłam bym powtarzające się skurcze co 10min.Na szczęście nic takigo się nie wydażyło się.A między czasie miałam wizyte u mojej położnej,zbadałam mnie od stóp do głów,zrobiła KTG.Wszystko niby w porządku aczkolwiek nadal ponoszę konsekrwencje tej bezobjawowej infkcji ukł.moczowego i nasilone skurcze są tego wynikiem,dodatkowo maluszek jst bardzo nisko osadzony i uciska główką w samą szyjke macicy.Z tąd takie peryptie.Na domiar złego czuję,że znowu coś zaczyna mnie zbierać.Nie chce już 4 przziębienia :( Lkarz zrobił mi morfologie z wymazami i okazuję się,że wszystkie moje limfocyty są znacznie obniżone (mniej więcej o 35%) dlatego tak mnie wszystko łapie,pomimo cebuli i czosnku w diecie.Teraz dodatkowo biorę 2xdziennie rutinoscorbin,pije znowu napar z imbiru i cowieczór mleko z miodem i czosnkiem.Z pozytywnych wiadomości które cieszą mnie już samym widokiem to mogę się przyznać,że zaczeliśmy już kompletować wyprawkę dla maluszka.Kupiliśmy nawet łóżeczko z funkcją kołyski :) Każdy,nawet najdrobniejszy zakup cieszy mnie jak dziecko lizak :) Już nie mogę sie doczkać lipca,choć ciągle czuję,że wcześniej przyjdzie rozwiązanie.W poniedziałek koljna kontrola i początek 8 miesiąca,mam nadzieje,że moja szyjka pomimo codziennych skurczów wytrzyma jeszcze przynajmniej 6tygodni.Oby do przodu :)

75 dni do końca

Miałam pisać już 2 dni temu ale mam taki natłok zdażeń,że nie potrafię się wyrobić z niczym.Niby maczas a zarazm go nie ma.Niestety podczas poniedziałkowej wizyty zagadka płci mojgo maluszka nadal jest nie rozwikłana :( póki co 80% jst na chłopczyka a 20% na dziewczynkę.Mój mąż wykrakał tą sytuacje,niee chciał znać płci do dnia narodzin a maluch widocznie Go posłuchał i skuteczni się zasłania.Za to jest już przygotowany do porodu bo zdążył się odwrócić i ślicznie siedzi główką w dół.Tyle z pozyywnych wieści.Niestety moje ostatnie wyniki są złe,badanie moczu wykazało że najprawdopodniej mam bezobjawowe zapalenie układu moczowgo a grzybica to poprostu jden z końcowych objawów.Okropny gynazol podlczył mnie ale nie do końca,dostałam traz całą rozpiskę antybiotyku aby zdziałać to dziadostwo choć ponoć sugrując się wynikami infekcja jest mała,ale jest.Przez 12 dni(dokładnie co 2 dobę) mam zażywać Pimafucin.Już po 1 dawce czuję się świetnie i całe okropności świądowo0szczypaniowe ustąpiły.Nastepne badanie za 12dni.Przeziębienie też juz praktycznie przeszło.ZA to zaczły się dość mocn bóle w krzyżach i opuchllizna nóg.Ciężko mi się chodzi,a właściwie kiwam się jak pingwin :( Kilka dni męczyła mnie handra,nie potrzebnie weszłam na wagę i przeraziła się…Mam aż 17kg na plusie,boję się ile jeszcz tego będzie do porodu.W dodatku tak mnie zastraszono,że teraz boj się iż będę mić wielką nadwagę i przez to cesarkę której nie chcę za chiny ludowe.W poprzedniej ciąży przytyłam 22kg więc nie jest niby tak żle,tylko że wtedy,w dniu porodu nie ważyłam tyle ile teraz.Ale nie ma co się łamać i denrwować na zapas,co ma być to i tak będzie.Najważnijsze aby maluszk był zdrowy i bezpieczny.

A tak się prezentuje w 29tygodniu :)
07.05.2014 - 1

[url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/p19ucsqvkm7ukks7.png[/img][/url]