O mnie:

Jestem mamą dwójki wspaniałych dzieci.Do niedawna byłam samotną mamą z milionem problemów i endometriozą.W końcu na mojej drodze stanęła miłość mojego życia.Układamy nasze życie na nowo z niepłodnością w roli głównej....Moje życie pełne jest ironii i iracjonalnych sytuacji.Nie poddaję się i staram się walczyć,uporać z życiem i zmorą niepłodności.
Po wygranej walce w procedurze In Vitro na nowo cieszę się urokami macierzyństwa.Nie zawsze jest łatwo,ale dla każdego uśmiechu moich dzieci warto jest ponieść największy trud

Czerwiec 2014
P W Ś C P S N
« maj   lip »
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 178808
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 300

Miesięczne Archiwa: Czerwiec 2014

Po szpitalu

Jestem w domu,leżę w łóżku i odpoczywam.Cieszę się wszystkim co mam dookoła i staram się myśleć o czymś pozytywnym.Zaskakujące ile frajdy sprawia mi leżenie we własnym łózku i słuchanie dszczu za okenm.
W sobotę nie było tak różówo,dzień zaczął się bólem podbrzusza.W sumie bół identyczny jak codzień temu nie zwracałam uwagi na niego.Jednak po 2-giej tebletce nospy forte nie przechodził.Ok godz.15 zaczeła się biegunka,początkowo normalna a pózniej coraz bardziej uporczywa i bolesna.Słabłam z każdą chwilą.Po 18 zaczeły się wymioty i coś mi zaczeło nie pasować,zmierzyłam ciśnienie…145/110 nieuwierzyłam.Zmierzyłam jeszcze 3 razy.Odrazu padło hasło jedziemy do szpitala.Moje „zwykłe” ciśnienie wynosi 90/80 max.110/90 nigdy nie jest takie wysokie.w drodze do szpitala nie wytrzymałam i z głową wystawioną za okno wymiotowałam.Boże jaki wielki wstyd nie do opisania…Kręciło mi się w głowie a przed oczami miałam mroczki.Kiedy dojechaliśmy na miejsce już nie kojarzyłam co się dzieje,pamiętam,że zdążłam powiedzieć mężowi że jest gorzej i chyba nie dojdę na oddział.Ocknełam się już na połóżnictwie,mam taki przebłysk jak jestem w gabincie i jakaś kobieta pyta się mnie co się dzieje a ja z największym wysiłkiem jakby na spowolnionych obrotach słyszę ją i staram się odpowiedzieć ale nie wiem co mówię.Okropne uczucie.Mierzono mi ciśnienie i podano 2 tabltki pod język.Znowu urwany film.Obudziły mnie mocne wymioty i straszne skurcze brzucha,płakałam non stop.Atak biegunki…koszmar.Na szczęście w chwilę potem udało się jakoś unormować sytuacje.Odrazu ktg,ponowna tabletka na zbicie ciśnienia i rozmowa.Teraz już kojażyłam co się dzieje i gdzie jestem.Nie wiem ile razy straciłam przytomnośc i na jak długo,to nie ważne,najważniejsze było uczucie ulgi i świadomości.Opowiedziałam położnej wszystko co się działo i co jadłam od wczoraj.Nie chciała mi z początku pow.jakie jest wysokie moje ciśnienie,dopiero od męża dowiedziałam się,że było ponad 170/130.Mąż został wysłany po wodę a ja podczas każdego ataku byłam tulona i głaskana po głowie przez położną.Odgarniała mi włosy i przecierała twarz wilgotnym ręcznikiem.Nadal ryczałam,bałam się o malutką,nie wiedziałam czy faktycznie to są skurcze macicy czy żołądka. Jednym słowem katastrofa.Udało się opanować sytacje na tyle aby zapis ktg pokazał w miarę normalny zapis i mógł mnie zbadać lekarz.Najprawdopodobniej zaraziłam się rotawirosem,którym poczęstował mnie chrześniak,bardzo odwodniłam się i nerki po 5 godzinach zbutnowały się.Zostałam na oddziale ale z racji wirusa przeniesiono mnie na ginekologie.Było mi wszystko jedno gdzie i jak,byle przeszło to cholerstwo.Dostałam full różnych środków,byłam tak słaba,że nawet nie mogłam dojść do toalety.Nie rozstając się na moment z nerką…Tak mi było wstyd…o 21 padłam z wycieńczenia albo po lekach na uspokojenie.Bogu dzięki całe cholerstwo przszło ok.1 w nocy i nareszcie mogłam się napić aż 1 łyka wody.I tak stopniowo,co obudziłam się to pozwolono mi robić po ax.5łyków wody.Po 5 rano dostałam 1 sucharka do zjedzenia i aż pół szkalanki wody.Umierałam z głodu.Na szczęście z każdą chwilą było już lepiej,pożnij już normalalnie mogłam pić a po południu zjadłam lekko strawny obiad.Ciągle jednak nie mogę zapomnieć tego okropnego strachu o dziecko.Wiem,że chociaż mąż starał się zrobić wszystko co mógł był totalnie przerażony.Pierwszy raz w życiu widziałam w Jego oczach,że nie wie co może zrobić.Tak bardzo bałam się,że dzieje się coś złego i nastąpi tragdia.Okropne i wtrętne myśli.Jestem w domu i tak bardzo cieszę się ze wszystkigo co mnie otacza,głaskam co chwilę brzuch i wyczówam ruchy,boję się porodu i tych wszystkich szpitalnych spraw.Ale muszę być twarda i silna,nie mogę dać się głupim myślom.Obserwuję cały swój organizm,co 2 godziny mierzę ciśninia.Dziś 37 tydzień więc jeszcze przynajmniej tydzień muszę wytrzymać.Myślę o tym ile moja dziewczynka przybierze przez ten czas i jak duża urośnie.O Boże żeby tylko w dniu porodu wszystko poszło dobrze.Nie chcę już żadnych,dodatowych ekscesów.Chcę spokoju.

Tajemnica odkryta (nareszcie)

c3_

 

 

 

 

 

Moje bóle podbrzusza i bardzo złe samopoczucie doprowadziły do paniki.Zaczeły mnie nachodzić coraz gorsze i czarniejsze myśli.Pomocna okazała się koleżanka,któa najpierw namówiła mnie a póżniej wręcz zaciągła na dodatkową wizytę.Umówiłam się prywatnie do ordynatora szpitala w którym zamierzam urodzić.Lekarz okazał się dość specyficzny…niestety w negatywnym sensie.ZAchowywał się jak przmądrzała gwiazda medycyny,ciągle krytykując innych…Zachowanie nie na miejscu i u mnie bardzo negatywnie odebrane,jednak jako lekarz widać,że posiada wiedzę i doświadczenia ale nie podejście do pacjentki.Jednak nie o tym.
Moje bóle są powodowane uciskiem główki w kanał rodny i rozciąganiem się macicy do porodu.Doktor zmierzył i dokładnie zważył dzidzie.Długość na dzień wczorajszy to 53cm i waga 3040! super!wymiary główki i brzuszka to 33cm!Wynik super jak na 36tc.i najważniejsze,że udało się wreszcie podglądnąć dzidzie.Trochę to trwało i nawet bolało ale już wiemy że będziemy mieć…dziewczynkę!Mąż padł z wrażenia,niespodziewał się,był przekonany,że to chłopczyk i dostanie upragnione imię Kubuś a tu niespodzianka.Mi jednak już wszystko totalnie obojętne,najważniejsze aby urodziło się zdrowe i bez komplikacji,których strasznie się boje.
Wszystko mamy przygotowane,ubranka uprane,wyprasowane czekają w komodzie,wózek w garażu a nosidełko w szafie.Jedyne czego jeszcze nie zrobiliśly,to nie rozłożyliśmy łóżczka.Czekamy do połowy 37tygodnia.Według obliczeń ordynatora cały wiek ciąży i rozwój dziecka są tydzień do przodu i biorąc wszystkie czynniki pod uwagę faktycznie mogę urodzić wcześniej.Ciekawe czy dotrwam do 38tc?Ciekawe jak to będzie już w czwórkę?

Przygotowania

Mineło 35 tygodni,do końca coraz bliżej.No właśnie końca,tylko że nie wiadomi kiedy on nastąpi bo napewno nie za 5 tygodni czyli terminowo.Wszyscy ostrzegają mnie,że już długo nie wytrzymam.położna,lekarz,moja intulicja.Wszyscy do okoła każą zastopować i odpuścić.Tylko jak tu odpuścić jak tyle rzeczy do zrobienia?Całay dzień sama jestem i nie mam kogo poprosic o pomoc a przecierz trzaba i posprzątać,ugotować,uprać,syna ze szkoły odebrać,zakupy też się same nie zrobią.W domu zawsze coś jest do zrobienia.
Wczoraj miałam kolejną wizyt kontrolną,kolejne usg i kolejny raz nie dowiedziałam się kim jest moje dziciątko.I tak już niestety pozostanie aż do porodu.Mój mąż przepowiedział to i chyba telpatycznie dogadał się z maluchem aby za każdym razm,podczas usg leżał sobie na boku bądż tyłem :( Chciał mieć niespodziankę to będzie ją miał.Skierowano mnie na badania do porodu.morfologia,hbs,mocz itp.itd.Zwolnienie lekarskie i wizytę mam na 7.07 al mój lekarz twierdzi,że już się nie zobaczymy na niej bo wcześniej wyląduje na porodówce.Ciągle męczą mnie skurcze,teraz dodatkowo od prawie tygodnia zaczął się ból podbrzusza.Identyczny jak przek okrsem tylko,że dużo mocniejszy.Nie pomaga mi nospa forte nwet w 3 dawkach dziennie więc ją odstawiałam aby nie ładować w siebie nie potrzebnie chemi skoro nie daje żadnych efektów.Jestem coraz słabsza i  osowiała,w nocy nie mogę spać i kulam sie z boku na bok.ZAczynam być zmęczona tym stanem i z jednj strony chciałam by być już „po”.Jednak powtarzam sobie,że jszcz za wcześnie i muszę wytrzymać przynajmniej 2 tygodnie.
Wyprawka praktycznie cała skompletowana,brakuję dosłownie 2 rzeczy-pampersy i octaniseptu.W ten czwartek przemeblowujemy sypaialnie a między czasie ja molestuje pralkę piorąc tapcerkę wózka,ubranka,pościel.Wszystko dla maluszka.Ciągle zastanawiam się czy zdąże wykonać badania do szpitala,dzwoniłam dziś nawet do kliniki w której przeprowadzaliśmy procdurę ivf z prośbą o wysłanie wyników badań z przed transferu.W odpowidzi usłyszałam,że nikt nie ma czasu biegać na pocztę i mam sobie podjechać po wyniki.Bagatela,70km w te czy wewte co mi tam… Brać pieniądzę to potrafili ale takiej drobnostki jak wysłanie kilku kartek pocztą czy mejlem  widzę,że stanowi ogromny problem.Nie lubię takiego traktowania.Ostatnio w ogóle jestem jakoś „anty” nastawiona do wszystkiego a moją niechęć pogłębił artykuł w Newsweeku dotyczący przekrętów w klinikach świadczących ministerialny program ivf.Ludzie zawsze głupieją jeśli chodzi o pieniądze a zwłaszcza jeśli chodzi o takie sumy :( Ech…czasami bardzo żałuje,że pozostałam w Polsce,tu wszystko jest „dzikie”.Jednak nie będę siię tym teraz martwić mam mojego dzidziusia na głowie i muszę mu wszystko przygotować oraz zadbać aby posiedział w brzuszku przynajmniej 2 tygodnie a stres temu nie pomaga.Wyciągłam dziś torbę,obiecałam sobie że do końca tygodnia spakuje ją.Mój synek dorianek codziennie prosi maluszka aby juz wyszedł i pobawił się z Nim,chwytają mnie za serce te słowa ale niech dzidzia się nie śpieszy.

Stoi i sapie,dyszy i dmucha.Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha

Buch – jak gorąco!
Uch – jak gorąco!
Puff – jak gorąco!
Uff – jak gorąco!
Już ledwo sapie, już ledwo zipie,
A jeszcze palacz węgiel w nią sypie…..Aż tchu mi brak o tego skwaru.Puchnę jak balon,pocę się jak…Jeszcze nigdy nie było mi tek ciężko podczas upałów.Czuję się okropnie ciężka,wręcz gramotna.Tydzień temu opadł mi brzuszek i tym samym zaczeło się odlicznie czasu do porodu.W zeszłu tygodniu widziałam się z położna,dostałam wielką reprymendę.Mocne skurcz,obniżony brzuszek,rozmiekła macica,skrócona szyjka a ja sobie chodzę.Kazała mi obiecać,że będę leżeć aż do następnej wizyty aby skurcze nie spowodowały rozwierania szyjki.Tylko jak tu leżeć jak trzeba tyle zrobić?Mąż jak może odciąża mnie ale są rzeczy i sprawy których nie da się przeskoczyć.Położna zawyrokowała,że według Niej wytrzymam góra 3 tygodnie-zobaczymy czy ma rację.Poprzednią ciążę skończyłam w 38tc.Nie boje się,odpoczywam ile mogę ale mam również obowiązki jako mama i nie da rady leżeć 24/7 Oszczędzam siły,robię wszystko powoli i ostrożnie,nic nie noszę,mam nadzieję,że wytrzymam jeszcze 4 tygodnie.Wtedy faktycznie byłby już 38 tydzień.Dam radę,muszę.Maluszkowi mówię aby jeszcze spokojnie poczekał bo wprawdzie wyprawka kupiona ale nic nie przygotowane.
Codziennie męczy mnie ok.15 skurczów,biorę nospe forte ale mam wrażenie,że nie pomaga.Póki co upały skutecznie dobijają mnie a stopy puchną do niewyobrażalnych rozmiarów.Codziennie staram się wyczuć dłońmi położenie maluszka ale niestety ciągle czuję,że leży poprzecznie.Oby w poniedziałek na kolejnym usg usłuszeć dobre nowiny,dzidzia główką w dół i może dowiem się w końcu czy to chłopczyk czy dziewczynka.
Coraz częściej też boje się o zdrowie mojego malństwa,mam bardzo „kochaną” jedną z koleżanek i nastraszyła mnie opowieścią o jakiejś koleżanc koleżanki.Będą w ciąży wykonywała wszelkie możliwe testy i badania w kierunku chorób genetycznych,wszystko było w porządku i prawidło a urodziła dziecko z zespołem downa.Tak mi strasznie zapadło to w myśli,że teraz ciągle boje się o zdrowie maleństwa.Bardzo chciałamby aby moje obawy były bez podstawne,tyle walczyliśmy o To maleństwo i tym bardziej chciałam bym aby było zdrowe.
Jjuż nie czytam różnych dzikich forów i opuściłam dr.Google,dział pt.komplikacje okołoporodowe omijam szerokim łukiem aby nie popadać w paranoje.W poprzedniej ciązy nie zamartwiałam się tak,nie myślałam,nie bałam się.Byłam młoda i zbyt głupia aby pojąć wtedy jakim darem i cudem jest ciąża i dziecko.Teraz boję się.ZAwsze,kiedy mi zależy wszystko komplikuje się.Mąż uspokaja mnie i pociesza na każdym kroku,chcę uwierzyć w Jego słowa.
Marzę,że wszystko dobrze się potoczy a marzenia spełniają się.

[url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/p19ucsqvkm7ukks7.png[/img][/url]