O mnie:

Jestem mamą dwójki wspaniałych dzieci.Do niedawna byłam samotną mamą z milionem problemów i endometriozą.W końcu na mojej drodze stanęła miłość mojego życia.Układamy nasze życie na nowo z niepłodnością w roli głównej....Moje życie pełne jest ironii i iracjonalnych sytuacji.Nie poddaję się i staram się walczyć,uporać z życiem i zmorą niepłodności.
Po wygranej walce w procedurze In Vitro na nowo cieszę się urokami macierzyństwa.Nie zawsze jest łatwo,ale dla każdego uśmiechu moich dzieci warto jest ponieść największy trud

Lipiec 2014
P W Ś C P S N
« cze   sie »
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 176543
  • Dzisiaj wizyt: 62
  • Wszystkich komentarzy: 300

Miesięczne Archiwa: Lipiec 2014

Pierwsze wspólne chwile

Oliwia kończy dziś 5 dzień życia,śpi na brzuszku u męża a je siedzę obok i nie potrafię się napatrzeć na Nich razem.Mąż zwariował totalnie na punkcie córeczki,nie chce mi Jej oddać,nosi ją ciągle,kanguruję,przewija,kąpie i śpi.A mi aż serce rośnie na ten widok.Dorian jest zachwycony siostrą,najchętniej pobawił by się z Nią lub zagrał w jakąś grę.Ciężko Mu zrozumieć,że jest jeszcze zamalutka na takie rzeczy.Dzielnie asystuje mi przy Oliwi ale na widok i zapach pieluszki ucieka,boji się kiedy malutka płaczę.Nareszcie czuję,że jeteśmy prawdziwą rodziną.Odnalazł się brakujący element.
Korzystając z chwili kiedy mąż porwał mi córcie napisz trochę o tym „jak to było” :
W środę dzwoniłam do swojej połóżnej aby przekazać jej decyzje o prowokacji porodu i żaliłam się że chyba faktycznie nic nie doprowadzi do naturalnego porodu.Wieczorem jednak cieszyłam się jak głupia kiedy pojawiły  się regularne skurcze,niestety skurcze krzyżowe.Tak bardzo niechciałąm ich mieć a tu jak na złóść.niestety skurcze stawały się coraz szybciej nie do wytrzymania i ok 22 pojechaliśmy do szpitala.Serdecznie mnie przyjęto,jakby ktoś czekał na mnie po latach.Szybkie ktg,gdzie skręcałąm się jak wąż i przyjęcie na oddział.Chwilę pożniej byliśmy już przebrani i przygotowani na sali porodów rodzinnych.Sala extra,śmiałąm się,że jak w Stanach bądz na filmach.Francowate skurcze atakowały coraz mocniej,miałam problem z podpisaniem dokumentów i z wkłuciem vnflonu.Z racji tego, że nie zdążyłam odebrać wyniku na paciorkowca gbs dostałam 1 dawkę antybiotyku.Miałam już serdecznie dość,a zdawałam sobie sprawę zę ten ból to nic w porównaniu do tego co mnie czeka.Dostałam 2drugą połóżną,p.Renatę.Gdyby nie Jej pomoc pewnie męczyłam bym się do rana.Widziała,że słaniam się już z bólu i naprawdę nie potrafię wytrzymać,skurcze były co 1,5min.Położyli mnie na tym strasznym łóżku i zrobili masaż szyjki rozciągając ją z 8cm do 10cm i przebijając pęcherz.Połóżna nawet pomogła córci ulokowac bezpiecznie główkę w kanale i właściwie ją osadzić.efekt był piorunujący i urodziłam w ciągu 6minut.Najgorsze 6 minut mojego życia,ból nie do opisania ani wytrzymania,miałąm wrażenie,że wszystko rozrywa mi się od środka.Daarłam się w niebogłosy,ryczałam i błagałam aby już było po.Traciłam świadomość i siły dodał mi wtedy mąż głaskając mnie po włosach.Nie mam pojęcia jak to się udało ale urodziłam w 4 skurczach partych.Odrazu dostałam córcie na piersi.Płakaliśmy wpólnie z mężem.Nie potrafiłam uwierzyć że już „Po” jesteśmy.Zapomniałam o całym bółu.Najważniejsza była Ona.Nawet uśmialiśmy się wszyscy bo miałam strasznie krótką pępowinę i niemiłosiernie mnie ciągła od środka.Mój  kochany przeciął pępowinę.Przeżyłam szok,myślałam,że popękałam lub nacięto mnie a tu…nic!jedynie obtarcia w środku.Tak bardzo ucieszyłam się ,że nie trzeba nic szyć.Choćby nie wiem jak bolało wszystko wytrzymałam bym dla mojej córeczki.Prawie 2 godziny spędziliśmy na sali poporodowej,wpierw tuląc maleńką do siebie a póżniej już karmiąc piersią.Boże tak bardzo dziękuję Ci za wszystko!
Sam pobyt w szptalu też miło wspominam,dostałam 2 os.ale przez te 3 dni udało mi się nawet zostać w niej całkiem samej.Z racji tego że podczas porodu nie doznałam obrażeń już 4 godz.po śmigałam po sali.Bez porównania do 1 porodu z nacięciem.Położne super opeikowały się i mną i Oliwcią,pomagały we wszystkim,widać,że pracują tam kobiety z powołania a nie przymusu.Jedyne co niestety było minusm to obrzydliwe jedzenie i zepsute łóżko na którym usiałam spać.Ale coś za coś a i tak na standart NFZ było rewelacyjnie.W 2dobie było ryzyko wystąpienia żółtaczki i tym samym usielibyśmy zostac w szpitalu na ok.5dni.Na szczęście w 3 dobie wszystko ok w badaniach wyszło i mogliśmy wrócić do domu.Teraz ze łzami w oczach śmiejemy się,że Oliwia dopełniła Nas.A to dlatego,że mój mąż i syn urodzili się 12 a Oliwia 24.Mamy połącznie dwóch dwunastek.Na sam koniec pobytu w szpitalu spotkała nas miła nispodzianka,cały oddział położniczy odwiedziła pani fotograf i robiła zdjęcia do galerii wszystkim maluszkom.
Dziś mogę powidzieć,że moja walka z niepłodnością zakończyła się.Wygraliśmy tę walkę choć momentami zdażało się że zmora pokona nas.Nie poddaliśmy się,nie przestaliśmy wierzyć.Gdyby nie ogromne wsparcie mojego męża nie wiem czy przetrwałambym to wszystko.Dziś muszę powiedzieć,to dla Ciebie kochanie.Kocham Cię,ale Ty to dobrze wiesz…

Bez tytułu3

Bez tytułu1

Bez tytułu

Nareszcie rezem (nareszcie w domu)

Udało się!!! Jesteśmy już PO!!! Jesteśmy już w domu,wszyscy razem.
W środę (23.07) zaczeły się skurcze,krzyżowe,akcja skurczowa szybko postępowała i w rezultacie ok 22 byliśy już w szpitlu.Dzięki pomocy wspaniałych położnych 2,5 godz pożniej przyszła na świat nasza córczka Olivia.W sobote popołudniu wróciliśmy do domu.Wkrótce napiszę więcej.

Olivia  24.07.2014r godz.00.30  10 apgar  53cm  3,600kg
Kochamy Cię z całego serca

20140724_111742

Nie samo czekanie jest najgorsze ale to,co sobie wtedy wyobrażasz (Arturo Perez-Reverte)

Podobno od czekania rdzewieje dusza,tak przynajmniej twierdzi Carlos Ruiz Zafón ja z kolei uzbrajam się w coraz czarniejsze myśli.Odczuwam frustrację,która z każdym dniem jest silniejsza.Zmęczenie i opuchlizna starają się mnie całkowicie wykończyć…
40 tygodni właśnie mineło i…nic! Nic się nie dzieje,ogólnie całkiem dobrze się czuję wyłanczjąc powyższe rzeczy.Nie ma bólu brzucha,skurczy,napinania,stawiania,nic się nie dzieje.
Żadna prowokacja nie działa.Ani stymulacja,ani laktator ani mąż nie daje rady a ja już naprawdę ma dość.Nie pamiętam,kiedy był mi tak ciężko,problem mam nawet usiąść w odpowiedniej pozycji bądż wstać.Jak pokraka czuję się.W niedzielę pierwszy raz w tym roku udało się nam wybrać na basem.Najpierw przeżywałam traumę widząć same laski dookoła a ja… wieloryb…i mój przyjaciel cellulit…Hormony podziałały i skończyło się płaczem.Nie poznaję swojego zachowania i wspłczuję mężowi,że musi to wszystko znosić.Jednak po długich namowach i przekonywaniach,że super wyglądam (co za kłamca!) pozwoliłam się zaciągnąć do wody.To było najlepsze co mnie spotkało od prawie 5miesięcy,rozkoszna ulga,lekkość jak piórko.Uwielbiam wodę i nie wychodziłam z niej prawie 2h.Cieszyłam się jak dziecko,że mogę się swobodnie poruszać,nic mnie nie boli.A pływanie?Miodzio!Żałuję,że wcześńiej nie wolno mi było pływać i szczerze polecam każdej brzemiennej kobiecie.
Niestety wczorajsza wizyta,tym razem ostatnia,pokazał że szyjka w ogóle nie skraca się,brak czynności skurczowej.Doktor napisał mi skierowanie do szpitala,niestety zgołsić się mogę dopiero w przyszły wtorek (29.07) czyli w 41tc.na indukcję porodu.Najprawdopodobniej nie urodzę do tego terminu więc staram się oswoić z perspektywą wywołania pordu.Nie będę ukrywać,że boję się jak cholera.Dzikie myśli chodzą mi po głowie,odpędzam je jak tylko mogę ale one wracają ze zdwojoną siła.Jestem zmęczona psychicznie tym wszytkim.Zastanawiam się nad prywatną cesarką,ale lekarze którzy się mną zajmowali twierdzą,że nie mam żadnych wskazań  do niej a ja panicznie boje się,że przez to czekanie stanie się coś złego.Tak bardzo chciałąm bym być już po i przytulić malutką do serca.Co chwilę głaskam się po brzuchu aby czuć czy u Niej wszystko w prządku i jest bzpieczna.Ciekawe ile to jeszcze potrwa?Dziś niby mam termin a porodu nic nie zapowiada :(

Czekam,czekam i…doczekać się nie mogę

39 tydzień,nadal malutka buszuje w brzuszku i nic nie zapowiada pordu.Za radą położnej i lekarza „pomagamy” przyśpieszyć całą akcję.Ja walczę z laktatorm a wieczorem,po wspólnej kąpieli oddajemy się małżńskim przyjemnością.Mężuś zachwycony,ja nie będę ukrywać,że również.Zbliża nas do siebie to „dopomaganie” jeszcze bardziej,czułość,bliskość i romantyzm na końcówkę jest na wagę złota.Zwłaszcza,kiedy przytyło się 24kg czuje się jak MopyDick lub Titanic.Jednak nasze „wysiłki” nie przynoszą efektu.Stawianie się i napinanie brzuszka przeszło,po skurczach ani śladu,śmiać mi się chce jak przypomne sobie o straszniu przedwczesnym porodem.Czuję się rewelacyjnie,rozpiera mnie energia lecz trochę  zmęczona jestem i popołudniu zasypiam na godzinkę.Już wszyscy nie możemy się doczekać godziny zero,ja już niecierpliwie się jak cholera.Co chwilę sprawdzam czy zapakowałam do torby wszystko,otwieram szuflady i ciągle dokupuje nowe ubranka.Ciekawe czy jeszcze w poniedziałek odwiedzę mojego lekarza ? :) Chcę być już po!

Ile jeszcze???

38 Tydzień dobiega końca i nadal nic… W poniedziałek miałam kontrolę,najprawdopodobniej ostatnią.Malutka przybiera na wadze i możliwe,że osiągnie wagę 3,500.Jednak zobaczymy jak to będzie,bo różnie to bywa z pomiarami usg.Mam ostatnie L4 i cały plik papierów do macierzyńskiego,jednak narazie nie wypełniam ich.Na urlop przechodzę w dniu porodu,który mam ogromną nadzieję nastąpi lada chwila.Nie będę ukrywać,czuję się fatalnie.Słaba,zmęczona,rozdrażniona.Od ponad tygodnia non-stop boli mnie brzuch,nieustannie napina się i stawia.Z każdym dniem mocniej ale nic więcej się nie klaruje :( Męczy mnie to okropnie i naprawdę chciałam bym być już „po”.Mąż doczekać się nie może i gdy tylko do Niego dzwonie,wita mnie hasłem „Jedziemy?” Wszystko gotowe,naszykowane,torba,ubranka i cała reszta.Jak na ironię,skurcze które męczyły mnie od 30tc.teraz są bardzo sporadyczne.Odstawiłam  wszystkie leki na podtrzymanie,nawet magnez i nic…Będę śmiać się do rozpuku jak jeszcze przenosze ciążę i wyląduje na wywołaniu.W sumie do terminu pozostało niby 11 dni.
Z każdym dniem dopadają mnie coraz gorsze myśli o komplikacjach porodowych,boję się też,że ktoś coś przeoczył i dzieciątko będzie chore.Popadam w lekką paranoję,brakuje mi zajęcia stąd głupie myśli.Niestety,kiedy patrzę na męża i syna,widzę w Ich oczach jak wyczekują malutkiej to umieram ze starchu o Jej zdrowie.Tak bardzo pragnę aby wszystko było dobrze.Jak na przekór,muszę teraz trafiać na same okropne wiadomości o maluszkach,tragediach w szpitalach,Chanzanie i całym innym świństwie.Chyba wyłącze internet do czasu jak nie wrócę z porodówki…

Dla kogoś w potrzebie

luteina-dopochwowa

Sprawa wygląda tak,otóż skończyła całą kurację Luteiną i nie mam co zrobić z zapasem który mi został.A pozostało mi całe,nietknięte opakowanie,drugiego jest połowa opak.Do apteki nie chce oddać bo tam zostanie odrazu zneutralizowana,więc jeśli ktoś przyjmuję lek Luteina (progesteronum) 100mg (30 tabletek dopochwowych) lub Luteina (progesteronum) 50mg (15 tabletek dopochwowych) to bardzo proszę o wiadomość na mjela( lamang.ika@op.pl ).szkoda aby się zmarnowało.
A ja jeszcze siedzę w domu,ból nadal dokucza,skurcze również.Mam nadzieję,że wytrzymam do poniedziałku.(mam wtedy wizytę na którą czekałam 5 miesięcy)

Ale Panią zbiera!

Od środowego popołudnia bardzo boli mnie brzuch,wrednym,jdnostajnym,tepym bólem.Przypomina comiesięczne utrapienie jednak pare razy mocniejsze.Nie mogę spać w nocy,kulam się z boku na bok usiłując zasnąć i nie obudzić męża.Około 3-4 w nocy ból jednak się nasila.Naprawdę daje mi to popalić i zmęczona już jestem.
Dziś przez przypadek trafiła na swoją położna,nie planowałam wizyty,poprostu pojechałam odebrać wyniki i wpadłyśmy na siebie.Odrazu zaciągneła mnie do siebie.Wyżaliłam się o poczynaniach mojgo brzucha,skrupulatnie nie zbadała po czym podpieła pod ktg.Pokazały się drobne regularne skurcze :( Pożniej połózna pokazała mi jak się „napina” i „stawia” brzusio.Zdradziła mi też ciekawy pomysł,jak sprowokować macicę do akcji porodowj.POdpowiedziała,aby przystawić do obu piersi laktator i probować odciągnąć pokarm przez ok 10min.pożnij przez 20min.efekt gwarantowany.Ujście mam już otwarte,na szczęście tylko 1 cm więc mam spokojnie przygotowac się w domu do porodu.Jeśli mnie dziś nie zbierze,mogę spróbować prowokacji i ponoć napewno pojadę tego samgo dnia.Szczerze to nie mam ochoty na żadne prowokacje,marzę aby pospać i przestało mnie boleć.Zastanawiam się czy faktycznie urodzę weekend czy może dotrwam do poniedziałku.Co ma być to będzie.Póki co brzuszka nie dotykam bo twardy jak skała i boli jeszcze mocniej przy napięciu.Ciekawe ile mi jeszcze czasu zaostało na chodzenie w dwupaku?

[url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/p19ucsqvkm7ukks7.png[/img][/url]