O mnie:

Jestem mamą dwójki wspaniałych dzieci.Do niedawna byłam samotną mamą z milionem problemów i endometriozą.W końcu na mojej drodze stanęła miłość mojego życia.Układamy nasze życie na nowo z niepłodnością w roli głównej....Moje życie pełne jest ironii i iracjonalnych sytuacji.Nie poddaję się i staram się walczyć,uporać z życiem i zmorą niepłodności.
Po wygranej walce w procedurze In Vitro na nowo cieszę się urokami macierzyństwa.Nie zawsze jest łatwo,ale dla każdego uśmiechu moich dzieci warto jest ponieść największy trud

Maj 2017
P W Ś C P S N
« cze    
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 176543
  • Dzisiaj wizyt: 62
  • Wszystkich komentarzy: 300

Już prawie 11-sty miesiąc

11407012_1460841897560923_7943328632771602072_n

Czas tak szybko płynie,a ja standartowo nie mogę nadążyć za nim.Aż wstyd się przyznać,tyle czasu mnie nie było.Dla wszystkich odwiedzających OGROMNE  przepraszam!!!

Problem z mastopatią póki co unormował sie,w odpowiedzi na pytania o laktacje,odpowiadam,że nadal karmie i chcę to robić jak długo mi się uda (w granicach rozsądku oczywiście) Oliwia niedługo skończy 11 miesięcy.Wielki krokami zbliżamy sie do ważnej daty – urodzin,cały czas planuje ten ważny dzień.Nasz księżniczka trochę przystopowała ze wzrostem,i na chwilę obecna mierzy 75cm i waży  9,300kg.Ząbków mamy aż…3 (same dolne jedynki i 1 dwójka) nic nie zapowiada,że w najbliższym czasie wyjdą kolejne,no ale kiedys w końcu muszą.Co do posiłków,to muszę niestety troche się pożalić.Malutka niezbyt chętnie je,każdy posiłek kończy się na tym,że po ok.45.minutach wszystko dookoła (łąćznie ze mną) jest umazane a dziecko zjadło 4-8 łyżeczek przy dobrych wiatrach.Kombinuje na wszystkie spospby aby podać Jej jedzonko,nie lubi zupek (ani domowych ani słoikowych) prym wiedzie banan i…danio waniliowe.Wszelkie przeciery owocowe z biszkoptem wszama,opornie i mozolnie ale zje.Za to,jeśli chodzi o rozwój ruchowy moge się pochwalić.Olli stoi już samodzielnie od prawie miesiąca,chodzi przy meblach i nawet samodzielni,bez podparcia stoi i podnosi nogi.Niekiedy nawet odpycha ręce aby Jej nie trzymać,chce być „samodzielna”.Pięknie śpiewa piosenki o lalce,bawi sie paluszkiem i językiem,zaczepia,zagaduje,opowiada.Jednym słowem czaruje domowników i wszelkich gości.Niestety,mamy już pierwszą „ranę wojenną”,Olliwia choć robi wielkie postępy nadal uczy sie stać i poruszać.Zaliczyliśmy grożniejszy wypadek.Podczas urodzin kolegi organizowanych w sali zabaw dla dzieci córka poślizneła się,chciałą złapać za coś aby nie upaść,niefortunnie chwyciła za stolik,który uderzył ją w policzek.Mamy limo,nie duże ale jest.Ja praktycznie dostałam zawału,na szczęście nic poważnego się nie stało i Oliwia nie płakała aż tak bardzo.Teraz smarujemy sińca altacetem i arcalenem kilka razy dziennie.O dziwo,opowiadając całą historię teściowej nie usłyszałam z jej ust ani słowa pretensji czy złości.Nawet staneła po mojej stronie przed teściem,kiedy padły słowa …”co wy z tym dzieckiem robicie?!”… Zbaraniałam,kiedy kazała mu się zamknąć bo takie sytuacje zdażają się kiedy dziecko uczy się chodzić.Szok.Pożyjemy,zobaczymy co to przyniesie.Nadal jej nie ufam i bacznie obserwuję każdy ruch,licho nie śpi przecież.

Wracając do tematu urodzini Olinki,zastanawiamy się nad kolczykami.Rozważamy czy po urodzinach nie przekłuć Jej uszu,oczywiście ze znieczuleniem (plastry emla) Jednak,z drugiej strony nie jestem przekonana do końca.Spotykam się z różnymi opiniami,jedna są drugie przeciw.Nie mam własnego porównania i ciężko mi podjąć 100% decyzję.Dlatego bardzo prosiłambym o wpisanie w komentarzu Waszej opinii,bądż historii z kolczykami u tak małego dziecka.Jak znoszą to dzieci? Jak to było podczas zabiegu? Czy podczas gojenia często dotykają uszu? Będę ogromnie wdzięczna za każdy komentarz

 

 

pagee

pagehhh

Wynik

Serdecznie dziękuję wszystkim za trzymanie kciuków,pozytywną energię,komentarze i e-mail’e.Ogromnie pomogło mi to wszystko i na prawdę podziałało!A więć do sedna: jestem zdrowa! Jak na szpilkach szłam na badanie,wbijałam wzrok w monitor usg z nadzieja aby nic niepokojącego nie zobaczyc.I udało się! Bardzo miła Pani doktor ponad 20minut sprawdzała i wpatrywała się w obraz z usg i nic nie znalazła.Rozmawiałyśmy dużo nt.stymulacji hormonalnej do ivf.profilaktyki itp.pokazała techniki badania domowego i naświetliła cały temat „na co zwracać uwagę i jak”.Lewa pierś cała czysta,w prawej torbielka która została wykryta wcześniej zaczeła powoli zmniejszać się (aktualnie 8mm) i gęścieć.Nawet doppler pszedł w ruch,żadnych cech echo pozytywnych.Jednak „uff” nie powiem, bo choć dziś odetchnełam to kolejny raz uświadomiłam sobie jak ważne,cenne i kruche jest zdrowie.Badajcie sie kobiety,jak najczęściej się da.Jak sie okazało,nawet w ciągu pół roku moga zajść podejżane zmiany ALE wszystkie wcześnie wykryte dają niemal 95% wyleczenie.Teraz już każdego roku 2 razy będę chodzić na usg,mam dzieci i muszę być dla nich zdrowa.Dodatkową motywacją do badań będzie myśl o „ukochanej” Teściowej i co by było (Nie daj Panie Boże) gdyby…
W każdym bądz razie, usg żadnych zmian mastopatycznych nie wykryło!a to,co za te zmiany lekarka wzieła okazało się…obkurczeniem piersi.Moje piersi przed ciążą były w rozmiarze B a teraz,przy kamieniu urosły do E.Niestety ten piękny stan już się kończy i piersi wracają do swoich rozmiarów a skóra za nimi nie nadąża (nie muszę chyba pisać jak biust wygląda po karmieniu i ciąży?) Ot,całe zamieszanie.Dziękuje,że tak się to zakończyło

Mastopatia

Najmocniej muszę wszystkich przeprosić za tą ostatnia ciszę.Wielkimi krokami zbliża sie I komunia mojego syna i tym samym,pochłonięta jestem przygotowaniami i organizacja przyjęcia. Liwinka bacznie wszystko obserwuje i nadzoruje,pokrzykująć bądź piszcząc ze swojego fotelika.Malutka poczyniła wielkie sukcesy w tym miesiącu,pełza śmiało po cały domu,niekiedy nawet raczkuj.Jednak najchętniej ćwiczy wstawanie i siadanie.Siadanie z pozycji „na brzuszku” ma już opanowane,teraz zaczyna siadać z klęku.Prowadzona za rączki ,zaczyna stawiać swoje pierwsze kroczki.Wyrosły już 2 ząbki.Bawi sie w kosi-łapci.Łobuziara zrobiła się z  Niej okropna,ulubioną zabawą jest ostatnio wyrzucanie zabawek i czekanie aż ktoś poda z powrotem zabawke.Śmieje się przy tym do rozpuku.Najwięcej jednak radości mam z powtarzania.Córcia zaczyna „łapać” pojedyńcze słowa,gaworzy po swojemu mama,mimima,didi,baba,papa,tata,yba i wiele innych.A ja czuję,jak moje serce rośnie ze szczęścia.

I stało się…po tym wszystkim co mnie spotkało w przeszłości ośmieliłam się pomyśleć,że jestem szczęśliwa,a licho które chwilowo zgubiłam,obudziło się…W poprzedni poniedziałek miałam kontrolę w przychodni chorób piersi,standartowa kontrola myslałam.Jakże się pomyliłam.Lekarka odrazu wyczuła zmiany i oznajmiła mi,iż mam tzw.zmiany mastopatyczne.O mało nie spadłam ze stołka z wrażenia.Byłam przekinana,że zmiany które ja sama odkryłam spowodowane są laktacją.Lekarka szybko mnie uspokoiła ale podkreśliła,że trzeba szybko sprawdzić czy aby na pewno jest to zmiana łagodna.Tym bardziej,że 6 miesięcy temu miałam robione usg (sonomammografia) które nic nie wykazało a tu taka informacja.Biorąc jeszcze pod uwagę wcześniejszy nowotwór,naprawdę boję się.Naczytałam się wujka googla wszerz i wzdłuż,niby tr0chę uspokoiłam się ale jednak myśl o mastopati powraca jak echo.Zastanawia mnie,czy faktycznie w ciągu 6msc. mogło rozwinąć się coś takiego? Boje się wszelkich takich zmian,obawiam się ,że podczas poprzedniego badania doktorka z usg mogła nie zauważyć czegoś i rozwija mi się nowotwór.Może w czyiś oczach wyglądać będe jak panikara,jednak  ktoś,kto już raz usłyszał słowa,że ma nowotwór i nie wiadomo ile ma czasu zmieniają wszystko.Dosłownie…Czułam ostatnio,że nasze życie zrobiło się za piękne,kochamy się,wspieramy,nasze marzenia spełniły się.A w świecie musi być równowaga,która teraz daje o sobie znać.Nie tracąć więcej cennego czasu zarejestrowałam się do jednego z lepszych lekarzy z zakresu usg/onkologi (przeraż mnie to słowo) i cierpliwie czekam na termin (6.05.2015) Może,jakoś uda mi się wyrzucić z głowy ta okropną myśl?

Dwójeczka

Wczoraj jeszcze tylko jeden a dziś rano…dwa! Ollinka ma już drugiego ząbka,obie dolne jedynki zameldowały sie w pełnej gotowości.
Moja kochana dziewczynka rośnie z dnia na dzień i niestety nie zdążę nacieszyć się Nią.

Nasz pierwsza Wielkanoc 2+2

Życzę aby Święta Wielkanocne przyniosły radość,
pokój oraz wzajemną życzliwość.
By stały się źródłem wzmacniania ducha.

20150404_114919

Więzy rodzinne

Po czasie błogiego spokoju musiało nastąpić „bum”…Ostatni tydzie nie był dla mnie ani moich bliskich łatwy,wręcz przeciwnie.Mąż i syn musieli wpierw wytrzymywać i znosić moje nerwy,frustrację a póżniej płaćz i smutek.

Zły tydzień rospoczeła dawno uśpiona czarownica,maksymalnie wywracająć i niszcząć mój spokój ducha, a mianowicie…Zaczeło się od zapiekanki,wpólnie z synen chcieliśmy zrobić coś innego,dobrego na obiad i wymyśleliśmy wiejską zapiekankę.Niestety zapiekanka z racji swoich gabarytów (zrobiona na 9-ciu domowników) piekła się ok.2 godzinin i środek pozostał nie dopieczony.Ukochana teściowa zamiast postąpić jak człowiek i najzwycajniej:

1.nie wtrącać się
2.  ewentualnie zwrócić uwagę i włączyć piekarnik
3. zostawić w spokoju

Wolała obgadywać mnie razem ze szwagrem.Mało tego musiała narobić rajbanu na pół domu bo zapiekana surowa a matrona głodna.Na nic poszło tłumaczenie,że taka ilość wymaga więcej czasu na pieczenie i co to za problem piec ją dalej.Pech chciał,że po cichu wróciłam do kuchni i byłam świadkiem „wspaniałego” żalenia się na mnie teściowej.Jednym słowem,jestem tak nie udolna,że szkoda gadać.
Jednak chciałambym wiedzieć jak ona potrafiłaby sobie poradzić będąc na moim miejscu.Codziennie gotuję obiad na 9-10 osób bo tyle nas w domu jest,codziennie sprzątam,bo wszyscy tak się rozleniwili,że aż ustawa tego nie opisuje.Robię zakupy,odbieram syna ze szkoły,między czasie zaliczam lekarza,urząd,bibioteke i milion innych spraw.Matrona rodu z koleji przychodzi na „gotowe” posprzątane,ugotowane,niekiedy z życzliwości nawet podane a i tak jest zawsze żle.Mam ogromną ochotę spakować się i wyprowadzić…
Kropką na i w tym chorym tygodniu był moment,kiedy dzwoniłam do swojej mamy aby wyżalić się i pogadać na lużniejszy temat ślubu mojej siostry.Zażartowałam czy siostra ma już świadka i czy już poimformowała go (6miesięcy wcześniej moja siostra była moim świadkiem na moim ślubie) byłam przekonana,że świadkiem będe ja.Wkońcu najbliższa rodzina,rozmawiałyśmy na ten temat wcześniej,Ona miałabyć u mnie i na odwrót.Moja mama poinformowała mnie,że siostra wybrała sobie za świadka koleżankę ze szkoły.Szczęka opadła mi do kostek.Zkwitowałam wszystko śmiechem,nie będę się wtrącać w jej wybór,w końcu to jej dzień i święto.Ale zabolało,poczułam się KOLEJNY raz odżucona przez najbliższą rodzinę,do teraz,kiedy o tym myśle jest mi przykro.Tym bardziej,że siostra ani słowem się nie odezwała w tym temacie.Mąż tak się zdenerwował iż stwierdził,że na ślub nie idziemy.Rozumiem Go,nie neguję Jego zdania,zobacze jeszcze jak to będzie.Dyskretnie rozmawiałam o tym z mamą,prosiła aby nic nie mówiła siostrz,aby nie psuła jej święta i nie mieszała się w jej decyzje ale czuję przykrość z powodu jej wyboru.I po co było mi to?Tylko po to,aby nasłuchać się od własnej matki samych pretensji w stosunku do mnie…Zapytałam tylko,kto będzie świadkiem mojego przyszłego szwagra.Padła pamiętne „No jak to kto,oczywiście że BRAT Mariusza,jakby to wyglądało jakby miał za świadka kolegę”? No właśnie jakby to wyglądało?
Po odpowiedzi rozłaczyłam się i póki co unikam kontaktu z matką… Niech nadal,jak dotychczas,będzie ślepo zapatrzona w swą drugą córkę a ja nadal pozostanę tą „złą”.Nie można łamać praw natury…choć czasem tak bolą…

Uff…Nareszcie!

Ogłaszam wszem wobec i każdemu z osobna,że od wczoraj mamy pierwszego ząbka! Prawa dolna jedyneczka,ledwo się przebiła a już dała popalić wszystkim domownikom.Ollinka nie chce jeść od prawie tygodnia,wszystkie próby podania pokarmu kończą się po ponad godzinej walce o wszamanie choćby 3 łyżeczek.Za to,nadrabiamy mleczkiem,maleńka wisi nawet ponad godzinę na piersi.I Jej i nam dał popalić ten ząbek.Jednak mam nadzieję,że już teraz przy każdym zastępnym będzie lepiej i łatwiej.A mnie tradycyjnie rozpiera matczyna duma a z drugiej strony…smutek.Tak szybko rośnie ta moja dziecina,że nie mogę nacieszyć się Jej maleńkością.

Do zwariowania jeden krok

Chaos.Frustracja.Nerwy.Wyczerpanie.Bezsilność…Czuję jak w subtelny sposób trafia mnie szlag.Kawałek po kawałku opadają mi ręcę.Oliwia jest chora,dopadł Ja jakiś wredny wirus,który zmienił moją kochaną córkę w rozwrzeszczanego,zgryżliwego,płaczącego potwora.Od kilku dni czuję się jak zombie (popularne ostatnio słowo) psychicznie i fizycznie.Teoretycznie nie jest z  Olli aż tak żle.Jest i stan podgorączkowy w ciągu dnia i gorączka w nocy,wymioty w najmniej spodziewanym momencie,cieknący katar i,od dzisiaj nowość,wysypka.Przez pierwsze 2 dni infekcji nie było tak ciężko,problem rozwinął się w weekend .Tu kolejna fantastyczna sprawa,przeprawa przez miejskie pogotowie ratunkowe.Taką wizytę mogę polecić osobą,które albo mają wyjątkowy zapas cierpliwości albo nie dosłyszącym.Ja rozumiem,że jest weekend i nie mam możliwości odwiedzenia innego lekarza,rozumiem,że jest „sezon” i każdy,zarówno i pacjenci i lekarze mają serdecznie dość.Nie umiem tylko zrozumieć,dlaczego ja zawsze muszę trafiać na dziwne sytuacjie i osoby? Na pogotowiu wcale nie było dużo pacjentów,może raptem z 4 osoby dorosłe przed nami a do pediatry…nikt.Został poproszony osobno do Oliwii.Pominę już fakt,że skoro do pediatry NIKOGO nie było odczekać swoje musieliśmy,zaledwie 40min.co to dla dziecka z gorączką? Pediatra okazał się niesamowitym gburem z brakiem jakiejkolwiek kultury…Obrażonym tonem oznajmił nam,że przerywamy mu „dzień kobiet”! Zatkało nas,dosłownie.Zfochowany doktorek kazał nam rozebrać dziecko przy otwartym oknie.Nie zrobniłam tego i uprzejmie poprosiłam o zamknięcie okna na czas badania córki a facet wyskoczył do nas z hasłem”że jeśli nam nie podoba się i  nie odpowiada,to możemy się zabierać stąd i jechać do szpitala pediatrycznego,skoro nie odpowiadają nam warunki” Zignorowaliśmy go.Mąż zamknął okno a łaskawie Pan doktor zbadał małą.Nie wiem czy udawał głupiego,głuchego czy bawił się nami ale każde pytanie zadawał po 2-3 razy…Zgroza.Niech żyje NFZ…Wychodząc przeprosiliśmy go,że przeszkodzilismy w świętowaniu dnia kobiet…w pracy…
Mam już dość takich sytuacji,kiedyś to znajomi opowiadali mi jak ich potraktowano to tu,to tam.Teraz sama mogę tego doświadczyć.Ale dlaczego człowiek jest dla człowieka chamem?Przecież przychodząc do kogoś zawsze zachowuję się kulturalnie a nie wyżywam się,prowokuję,pyskuje.Tragedia.Im więcej mam do czynienia z nfz tym bardziej mam dość.Ale co zrobić…
Wracając do mojej Olinki,juz mi pomytsłów brak,nie mogę Jej podać za żadne skarby żadnego leku.Każda próba kończy się w najlepszym wypadku wypluciem a w najgorszym wymiotami (te są częstsze) Wydziwiam,cuduje,dodaje do soczku,kaszki,zupki i koniec.Jak tylko mała wyczuje „dodatek” wszystko jest zwracane.Mąż naśmiewał się,że nie potrafię sobie poradzic.Przygotowałam mu 5ml Paracetamolu,wyszłam i życzyłam powodzenia.Po godzinie,nabierał 3 strzykawkę bo poprzednie rozlane…Muszę przyznać,że nigdy nie przeszłam takiego cyrku lekowego jaki mam teraz.Ze starszym synem nigdy nie było problemu a teraz…tragedia.Do podania mamy 3xdziennie Paracetamol,3xdziennie Neosine,3xdziennie Calcium i 3xdzienie syrop hedelix,aż płakać mi się chce.Jak to podać skoro dziecko na widok łyżeczki\strzykawki płacze,zaciska buzię,wymiotuje i broni się rękami\nogami? Czuję,że zwariuję…a do tego Klopsik cały czas chce sie nosić,być blisko.Odstawienie Jej do łóżeczka czy leżaczka kończy się salwą
płaczu równą obdzieraniu ze skóry.Biedna moja maleńka,niech już wyzdrowieje…
***UPDATE***
Z racji otrzymywania duźo mejli od nowych czytelników,info. W skrócie – córka ma aktualnie 7,5miesiąca

Wózek wózkowi nie równy

Nadszedł czas zmiany wózka,przynajmniej w teorii bo w praktyce…no właśnie,praktyce.Oliwia praktycznie wyrosła z gondoli,ledwo mieści się w niej.Po włożeniu do gondolki zostaje nam może3-4 cm wolnej przestrzeni.Już niedługo będą wystawać 2 małe nóżki.Cały szkopuł sytacji polega na tym,że Olli jeszcze samodzielnie nie siedzi.Owszem,posadzona potrafi złapać równowagę i „wysiedzieć” chwilkę ale nie sadzamy Jej specialnie,aby obciążać stawów biodrowych.Z jednej strony kusi mnie,aby zamontować już sportowe siedzisko a gondole schować,jednak rozsądek podpowiada aby jeszcze troszkę zaczekać.Nie chcę przechodzić problemów bioderkowych które miał mój starszy syn.I tak oto,będziemy musieli wytrzymać miesiąc czasu w przymaławej gondolce zanim na stełę zmienię pojazd.
Swoją drogą,nie wspominałam wcześniej na łamach bloga czym się wozimy.Na początku planowaliśmy zakup innego wózka,kupiliśmu Hauck All In One Malibu.Opcja fajne,niby wszystko jest ale…dla nas totalny nie wypał.Okropne małe kółeczka,które aż płakały z ropzaczy jadąć maszym peryferyjnym „chodnikiem”.Opchneliśmy go po 4 dniach.Zaraz potem mieliśmy kupić wybrany już podczas ciąży wózek Tako Captiva Mohicanin jednak,okałał się okropnie ciężki i toporny.Ostatecznie odkupiliśmy wózek od znajomej Coneco Barracuda v5. w wresji 3w1.Super sprawdza się w poza miastowym,wertepowym terenie,śmiga nawet po piasku i w lesie.Zakochałam się w jego wyglądzie.Olinka póki co również zadowolona.Nigdy więcej małych kółek!
Zmieniając temat,muszę wspomnieć,że córeńka mierzy już aż 75cm i waży 9,400kg,zębów nadal brak ale to przy naszej laktacji akurat plus.Z dnia na dzień widać postępy w rozwoju,zwłaszcza ruchowym (kręci się,wierci,obraca,turla  i pełza ale leniwie do siadania podchodzi) a mnie rozpiera duma.

orvj Hauck Malibu All in one

300_350_productGfx_e562ab7ec9b93429738b46e42b288039Tako Captiva Mohican

3804_6291Coneco Barracuda v5

Decyzja

Dziś będzie notka na pewien kontrowersyjny temat,mianowicie szczepienia.Jesteśmy z mężem świeżo po długich i wyczerpuyjących pertraktacja wojennych.Jednak,szczęśliwych bo udało się nam dojść do porozumienia a właściwie kompromisu.
Lada dzień Oliwia skończy 7 miesiąć życia,tym samym niedługo czeka nas kolejne szczepienie na które…nie pójdziemy.Po wielu długich,męczących (wyczerpujących) rozmowach i dyskusjach z małżonkiem uzgodniliśmy,że rezygnujemy ze szczepień Olli przynajmniej do ukończenia 2-3 roku życia.Przyznam szczerze,że wachałam się od samego początku co do podjęcia decyzji,ciągle zadaje sobie pytanie „czy aby na pewno dobrze zrobimy” wybierając szczepienia bądż rezygnując z nich.Przeczytałam masę artykułów medycznych,prac,sprawozdań,złapałam kontakt z wieloma osobami z forum antyszczepieniowych,naczytałam i nasłuchałam się tylu różnych opowieści,że można by z tego napisać książkę.Szalę w sprawie przeważyła sytuacja z grona najbliższych,córka bliskiej znajomej po szczepieniu na mmr zatrzymała się w rozwoju.Szok i niedowierzanie.Agrument stał się namacalny.Mąż z początku nawet nie chciał słyszeć o rezygnacji,dopiero po wielu rozmowach i przeczytanych artykułach zaczął słuchać.Podjeliśmy decyzje,nie rezygnujemy całkowicie ze szczepień ale przynajmniej chcemy je odwlec jak najpóżniej się da.Nie chce ryzykować autyzmen ani innymi okropnymi powikłaniami,tym bardziej,że córcia jest alergiczką.Nawet teraz,pisząc tego posta zastanawiam się gdzie jest mniejsze zło? Z każdej strony dochodzą mnie przeróżne informacje przemawiające „za” jak i „przeciw” Boję się szczepień i boję sie tego,że moge podjąć też zła decyzje.
A czy wśród czytelników są rodzice którzy zrezygnowali ze szczepień,jak u Was wyglądało podjęcie decyzji?

[url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/p19ucsqvkm7ukks7.png[/img][/url]